Ryba to nie mięso

Podczas Świąt Bożego Narodzenia, bardziej niż zwykle zaczęła mnie zastanawiać sprawa ryb. I to nie byle jaka sprawa. Problem dyskryminujący zwierzęta wodne. Wielokrotnie spotykałam się ze stwierdzeniem, że „ryba to nie mięso”. Ale jak to? Co takiego zrobiły skrzelodyszne stworzenia, że wyjęliśmy je z grona mięsa a wsadziliśmy do worka : „nie mięso, nie roślina”? 

W wierze chrześcijańskiej celebruje się w większe święta jak Wielki Post czy Wigilia niejedzenie mięsa. W tym momencie na stół trafiają wszelkiej maści ryby. Ale zaraz, zaraz… Przecież ma oczka, płuca, serce, oddycha i czuje a została wyklęta z kuchennego świata i wpasowana, gdzieś między roślinami oraz owocami morza, nie dostając bliżej określonego statusu żywieniowego. Brzmi trochę jak zemsta marynarzy za ataki krakena na ich łodzie.

Według Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 14 października 2005 r. mięso to mięśnie szkieletowe ssaków i ptaków uznane za zdatne do spożycia przez człowieka wraz z przyległą tkanką, gdzie ogólna zawartość tłuszczu i tkanki łącznej nie przekracza przyjętych wartości, i kiedy to mięso stanowi składnik innego produktu spożywczego. Z tego wynika, że ani Polska ani Unia Europejska nie traktuje ryb poważnie i wrzuciła je do jednego worka, który muszą na dodatek dzielić ze ślimakami…

Spróbujmy ugryźć to z innej strony. Na info.wiara.pl znalazłam takie wytłumaczenie:  Ryba dla pierwszych chrześcijan (wcześniej jeszcze niż krzyż) była znakiem Chrystusa i chrześcijaństwa. W greckim bowiem wyrazie „ryba”-„ichtis” kryje się skrót „IHS” oznaczający „Chrystus”. Poza tym w Ewangelii czytamy o 2 sytuacjach rozmnożenia przez Jezusa ryb. Dlatego pokarm ten jest wyróżniony i można go spożywać w piątki. Nie przekonało mnie to, więc szukałam dalej. Okazało się, że ludność pochodząca z okolic basenu Morza Śródziemnego, jak i z europejskich wiosek, które zazwyczaj były budowane w pobliżu zbiorników wodnych lub rzek,  żywiło się dość skromnie – chlebem oraz ogólnie dostępną rybą. Mięso innych zwierząt było towarem luksusowym, spożywane zazwyczaj podczas szczególnych uroczystości w towarzystwie całej rodziny. Tym sposobem stworzenia wodne stały się synonimem skromnego jedzenia oraz postu.

Chociaż tradycja trwa nadal to dziś mało kto pamięta, dlaczego tak jest. Jak widać obecne czasy nijak się mają do ryb i skromnego jedzenia, bo ani nie jest ona już taka tania ani mięso takie drogie. Pomyślmy jeszcze o magii jaką możemy stworzyć na talerzu, gdzie królem jest łosoś atlantycki czy tuńczyk czerwony. Niezbyt to postne, prawda?

Patrząc na tą sprawę w ten sposób wegetarianie nie powinni się burzyć, że za każdym razem proponuje się im rybę. Jak widać ani wiara chrześcijańska ani prawo nie traktuje skrzelodysznych jak mięso na równi z innymi zwierzętami. Mało kto też wie, że idea wegetarianizmu nie łączy się stricte z brakiem spożywaniem mięsa ale z nie przyczynianiem się do krzywdy zwierząt. Przez to jedyne co im pozostało to za każdym razem przypominać ludziom, że ryba też człowiek i czuje jak każde inne stworzenie.

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. coś w tym jest… mięso to to co ma 4 nogi lub skrzydła, a to co w wodzie to „owoce morza”? ;)
    ps. fajne zmiany!

    Polubione przez 1 osoba

    1. almosttraveler pisze:

      Dziwi mnie to trochę ale co zrobić. Dzięki!:)

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s