Tam, gdzie renifery mówią dobranoc

Północ

Podobno dość często omijany region na Islandii. Ostrzegano nas, że jak się tam zapuścimy, najprawdopodobniej utkniemy na zawsze.  Przerażone tą perspektywą zaryzykowałyśmy. 

Pierwszego dnia, gdzie spędziłyśmy swoją noc, pewno Polka pracująca w hostelu ostrzegła nas przed tą częścią wyspy. Podejrzewam, że nie miała złych zamiarów, jednak spowodowała, że nasza podróż zaczęła się pełna wątpliwości. Tej nocy długo zastanawiałyśmy się czy zacząć od północy czy południa. Zrobiłyśmy listę za i przeciw. Padło na północ. W głównej mierze zadecydowała pogoda, która tam była lepsza. Jak teraz o tym myślę to miałyśmy wiele szczęścia. Nie dość, że „goniłyśmy” słońce, a ilość deszczowych dni można było policzyć na palcach jednej dłoni, to na dodatek zaczęłyśmy od spokojniejszej i według nas piękniejszej części Islandii.

1. Akureyri

Naszym pierwszym celem było właśnie to miasto. Drugie co do wielkości na Islandii, czyli istna metropolia;). Wydawało nam się dość oczywiste, że na trasie 380 km, będziemy mieć parę przesiadek i spędzimy co najmniej kilka godzin czekając. Po raz kolejny miałyśmy szczęście. Pierwszą osobę, którą załapałyśmy na stopa jechała właśnie w tym kierunku…Tym sposobem ominęłyśmy całą zachodnią część Islandii, obserwując ją tylko zza szyby auta. W ciągu jednego dnia byłyśmy na miejscu.

Po drodze mijałyśmy takie widoki…

droga do Akureyri1

… i surowy wygląd wyspy od razu nas zauroczył

droga do Akureyri2

Chociaż czasem pokazywała swoją łagodną naturę

droga do Akureyri3

Zatrzymaliśmy się nawet, żeby nakarmić islandzkie konie

konik

Wieczorem wybrałyśmy się na spacer po mieście, bo jak wiadomo każde miasto jest najpiękniejsze nocą.

Akureyri nocą1

I jak tu się nie zakochać?

Akureyri nocą2

Akureyri nocą3

Obydwie bardzo chciałyśmy zobaczyć wieloryby. Niestety taka wycieczka nie należy do najtańszych. Znowu zastanawiałyśmy się czy na sam początek wyprawy stać nas na wydanie tak dużej sumy. Z drugiej strony, ile razy w życiu będziemy mieć jeszcze szansę zobaczyć wieloryby? Nie umiałyśmy zdecydować, więc zdałyśmy się na los. Jeśli jutro będzie ładna pogoda i statek wypłynie to jedziemy, jeżeli jednak się nie uda, ruszamy dalej – w innym mieście upolujemy te ogromne ssaki.

Rano okazało się, że pogoda idealna. To płyniemy! Na statku zaczęły nas ogarniać wątpliwości. A co jeżeli zobaczymy w oddali płetwę i będzie się to liczyć jako wieloryb? Trochę głupio wydać tyle kasy, by zobaczyć tylko zarys wieloryba…  Teraz to i tak za późno na takie rozważania. Z ekscytacją wypłynęłyśmy na głęboką wodę, modląc się w środku by chociaż zobaczyć ogon z bliska…

wypływając

Po kilkunastu minutach zatrzymaliśmy się. Przewodnik siedział z lornetką i szukał wielorybów, równocześnie zachęcając nas do współpracy. Dawno nie widziałam takiego skupienia na oczach ludzi. Każda większa fala wydawała się napływającym wielorybem. Po dłuższym oczekiwaniu udało się! Znaleźliśmy napływającego ssaka. Zaczęliśmy go gonić, aby znaleźć się jak najbliżej zwierzęcia. Trudno wyrazić uczucie jakie towarzyszy, gdy dosłownie u naszych stóp przepływał olbrzym! Leniwie wynurzał się po kolejny oddech, nie zwracając na nas w ogóle uwagi…

wieloryb1

wieloryb2

To nie ostatni raz ukazały nam się te morskie stworzenia. Widzieliśmy chyba z 12 wielorybów tego dnia! W tym część była naprawdę bardzo blisko… Co prawda nie pokazały nam swojego majestatycznego skoku na grzbiet (Marta mówiła, że widziała jak jednemu prawie się udało), to nie było na co narzekać.

Skonfrontowałyśmy nasze przeżycia z parą Polaków, których spotkałyśmy. Okazało się, że oni też się pokusili na tą wycieczkę, jednak w innym mieście – Husaviku. Podobno nic nie widzieli, tylko kilka ogonów w oddali. Bardzo możliwe, że to z powodu orek. Przewodnik tłumaczył nam, że w tej zatoce jest bardzo mało tych drapieżników, których wieloryby po prostu się boją. Akureyri jest chyba nielicznym z miejsc, które w swojej broszurce nie oferuje zobaczenia orek. Domniemam, iż to z tego powodu miałyśmy okazję obserwować tak wiele tych podwodnych stworzeń.

Po polowaniu postanowiłyśmy zregenerować siły oraz ostatni raz przejść się po miasteczku.

twarz

Zapomniałabym! Jeszcze zanim wypłynęłyśmy w celu wypatrzenia wielorybów, zwiedziłyśmy chatkę Świętego Mikołaja otwartą cały rok.

Hisilicon Balong

Aż zachciało mi się świąt w środku wakacji…

mm2

2. Jezioro Mývant

W kolejne miejsce dane nam było jechać autobusem. Złapanym na stopa przez Martę;) Znów na podziwianie widoków zeszło nam pół dnia.

zachód

Kiedy dotarłyśmy na miejsce… Zaniemówiłyśmy… Było niczym z bajki…Od razu wiedziałyśmy, że zostaniemy tu na dłużej.

Chyba każdy by został w takim miejscu

jeziorko

Właśnie tutaj udało nam się zobaczyć zorzę polarną! Pierwszą w naszym życiu! Wpatrywałyśmy się w to widowisko z dobrą godzinę (gdyby było cieplej pewno i cała noc by nam zeszła).

Gdyby nie irytujące muszki, to miejsce byłoby idealne.

3. Dettifoss 

Największy wodospad w Europie jest obowiązkowym punktem do zobaczenia. Chociażby tylko po to, aby sobie uświadomić ogrom natury. A do tego krajobraz wokół kosmiczny.

dettifoss

Niedaleko znajdował się mniejszy od niego – Selfoss

selfoss

Długo zastanawiałyśmy się czy nie pokusić się o jedną z dostępnych w tej okolicy pieszych tras. Jednak widząc trudność oraz długość szlaku, ze smutkiem zrezygnowałyśmy. Rozsądek wygrał i bardzo dobrze, bo strasznie trudno było złapać stopa powrotnego na drogę nr 1. Szłyśmy dobre parę godzin, aby nie tracić czasu siedząc. Nasze plecaki coraz bardziej nam ciążyły. Gdybyśmy wcześniej wybrały się jeszcze połazić wzdłuż wodospadu, podejrzewam, że nie dotarłybyśmy do namiotu przed zmrokiem.

4. Námafjall Hverir

Tego miejsca nie da się przeoczyć. Już kilka kilometrów przed wali jajem. Z daleka widać kłęby pary wydobywające się z kolorowych gór. Tak, bo ich barwa wyróżnia się od reszty krajobrazu – żółto-szare pasmo przedzielające brudną zieleń Islandii.

Zrobiłyśmy kilka fotek i uciekłyśmy z tego miejsca jak najszybciej

jajo

5. Wschód Islandii

To miejsce było dla mnie niczym z horrorów. Trafiłyśmy tam dość późną porą. Powoli robiło się ciemno, a żadnego budynku w pobliżu, nie mówiąc o aucie… Mgła przysłoniła część fiordów. Co jakiś czas widać było świecące ślepia owiec. Zaczynałam sobie przypominać wszystkie filmy grozy i każdy z nich osadzony był w podobnej scenerii. Ogarnął mnie strach. Na szczęście znalazła się dobra duszyczka co zabrała nas w bardziej cywilizowane, suche miejsce… O tej części Islandii można spokojnie powiedzieć, że jest to zakątek, gdzie diabeł mówi dobranoc. Albo raczej renifery, bo one podobno tam mieszkają.

mrok1

mrok2

Reklamy

4 Comments Add yours

  1. Zobaczyć wieloryby, to dopiero musi być przeżycie! Marzę o pojechaniu w tamte rejony. Zupełnie inne od naszego kraju i gorącego południa :) A Twoje zdjęcia mocno zachęcają.

    Polubione przez 1 osoba

    1. almosttraveler pisze:

      Naprawdę warto! Nie tylko dla widoków, ale też dla ludzi, którzy są cudowni! No i dla wielorybów;)

      Polubienie

  2. Cudowne wspomnienia!
    i konik uroczy :)

    Polubione przez 1 osoba

    1. almosttraveler pisze:

      One w ogóle wyglądają jak kucyki co im jeszcze dodaje słodkości:)

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s