Lista marzeń – czy ma sens?

Po sławnym filmie „Bucket List” zrobiła się moda na spisywanie swoich marzeń na kartce. W internecie można znaleźć bardzo dużo list, które są inspiracją dla wielu czytelników. Ba! Są nawet listy rzeczy, które musisz zrobić przed śmiercią. Wszystko pięknie, ale czy nie zgubiliśmy sensu spisywania naszych marzeń? 

Przeglądając punkty na wielu blogach rzucało mi się w oczy powtarzalność. Zazwyczaj znajdzie się tam podróż, napisanie książki, skok na bungee oraz zrobienie tatuażu. Sama się na tym łapię, bo one też znajdują się na mojej liście. Nie dziwię się, że tak wiele osób pragnie je zrobić, podróż wiąże się z przygodą, książka z prestiżem, bungee z adrenaliną, a tatuaż z szaleństwem. Wiadomo, potem jest się czym pochwalić. Tylko czasem po prostu się zastanawiam, czy to są rzeczywiście moje marzenia, czy po prostu spojrzałam na czyjąś listę i powiedziałam sobie „ja też chce!”?

Aktualnie w moim zeszycie jest prawie 500 punktów i raczej nie planuję, aby na nich się skończyło. Od kiedy pamiętam, zawsze byłam marzycielką. Lubiłam wieczorami spoglądać w niebo i puszczać wodzę fantazji. Do niedawna się na tym  kończyło, połowę swoich pragnień zapominałam, a część pozostawała w stanie zamrożenia. Pewnego dnia coś mnie tknęło. Kupiłam notes, wzięłam długopis i zaczęłam spisywać. Wydaje mi się, że pozwoliło mi to po części skrystalizować swoje sny, pchnęło mnie do działania.

Tym sposobem zostałam z wiecznie powiększającą się listą. Kiedy jest mi źle lubię ją przeglądać, oddając się marzeniom. Czasem jednak moja natura realisty uświadamia mnie, że większość i tak się nie uda (chociaż staram się odrzucać te przeświadczenie). Bądźmy szczerzy, mam małe szanse wspiąć się na Mount Everest czy zwiedzić wszystkie państwa świata. Część rzeczy jest zaadoptowana, czyli spodobał mi się punkt z czyjejś listy i dopisałam do swojej. Tak było chociażby ze Wzgórzami Czekoladowymi czy Nunatak. Lubię też przeglądać różne artykuły ze stron czy pisemek podróżniczych. Jest to kopalnia inspiracji, sprawiająca, że punktów stale przybywa.

Nigdy nie marzyłam o Libanie, po prostu tak wyszło.

P1040164

Czy takie dodawanie rzeczy ma w ogóle sens? A co jeśli pojadę do danego państwa i nie uda mi się zobaczyć, tego co jest w moim zeszycie? To już miało miejsce, kiedy zwiedzałam z Martą Islandię. Ominęłyśmy Crystale Cave oraz lodowiec Skaftafell. Przez to mam niedosyt i poczucie, że nie udało mi się wszystko co chciałam. Przecież nie o to chodzi. Lista powinna być drogowskazem a nie wytyczną, którą trzeba się kurczowo trzymać. Często o tym zapominam, wpadając w sidła „wykreślanki”.

Kolejnym problemem jest wielkość naszych marzeń. Fantazjujemy o założeniu rodziny i trójce dzieci, ale to nie modne. Jak można tak nisko mierzyć? Przecież tym się nie można pochwalić! Nic bardziej mylnego. Skoro ktoś ma być szczęśliwy z małżonkiem i taki ma cel, to równa się to zdobyciu Mount Everest. Jeżeli pragniesz mieć wszystkie klasy w WoWa na maksymalnym poziomie, dąż do tego. Może nie brzmi to jak wielki wyczyn, lecz nie o to chodzi. Ważne, abyś czuł się spełniony w tym co robisz.

Zauważyłam też inną zależność. Tyczy się to głównie blogów podróżniczych. Nie wystarcza już pojechać do danego państwa oraz opisać swoją przygodę.Trzeba zrobić coś więcej. Zwrócić na siebie uwagę. Zamiast lecieć do Argentyny wypić yerbę, ruszamy do Argentyny kajakiem, wypić whiskey z lamą. Żeby była jasność – nie mam tutaj nikogo konkretnego na myśli. Co więcej, część tych zwariowanych pomysłów jest naprawdę super! Tylko w tym wszystkim nie możemy zatracić siebie w pogoni za uwagą czy sławą.

Oczekując poklasku często zapominamy, że nie ma marzeń gorszych i lepszych. Inspirowanie się innymi jest w porządku, tylko w tej adopcji marzeń zachowajmy umiar. Pamiętajmy, aby nie przyćmiły one naszych prawdziwych pragnień.

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. Ja nie tworzę takiej listy. Nie widzę sensu. Co mi z tego, że spiszę milion miejsc, które chcę odwiedzić, lub rzeczy, które chciałabym zrobić. Osobiście staram się realizować cele, które w danej chwili przyjdą mi do głowy. Tym bardziej, że marzenia, które miałam 10, a nawet 5 lat temu mają się nijak do tego, o czym marzę teraz. Z wiekiem zmieniają się priorytety i zamiast gnać za wykreślaniem kolejnych punktów z listy warto żyć chwilą i cieszyć się dniem dzisiejszym :)

    Polubione przez 1 osoba

    1. almosttraveler pisze:

      Pewno! Ja jestem fanką list i po prostu lubię je tworzyć. Często też podobają mi się jakieś miejsca i nie chciałabym, aby mi umknęły – a nuż uda mi się je zobaczyć:) Jednak,tak jak piszesz, warto żyć chwilą, dopuszczając spontaniczność, bez kurczowego trzymania się punktów:)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s