5 smaków – restauracja wegetariańska

 

Patrząc na coraz większą ilość powstających restauracji stricte wegetariańskich oraz fakt, że nawet w sieciówkach spożywczych takich jak np. Biedronka, można już bez problemu kupić produkty takie jak mleko sojowe, myślę, że nastała moda na wegetarianizm. Same nawet z Pati już od paru miesięcy (już prawie rok!) staramy się nie jeść mięsa i w sumie wcale go nam nie brakuje. Dzięki temu również jestem bardziej zorientowana, gdzie w Szczecinie można znaleźć bezmięsne posiłki. Jednym z tych miejsc jest działająca już od pewnego czasu restauracja wegetariańska 5 smaków.

Parę dni temu, dość spontanicznie, wybrałyśmy się do tej restauracji na obiad. Pati podczas zajęć na uczelni (zajęcia tak bardzo ciekawe) przeglądała Facebooka i jedno z serwowanych tam dań, tak ją zaciekawiło, że wyciągnęła mnie ze sobą. Wcześniej słyszałam raczej pozytywne opinie co do tego miejsca, więc nie trzeba było mnie długo namawiać…Choć w sumie nigdy nie trzeba mnie namawiać na wypad do restauracji. Za bardzo lubię jeść. Na końcu okazało się jednak, że choć obie wyszłyśmy stamtąd najedzone, to każda niestety w innym humorze.

Przyszłyśmy tam w porze obiadowej i około połowa stolików była zajęta. Co do samej sali jest ona przestronna i dość jasna. Jedną całą ścianę stanowi fototapeta z przyprawami, która wprowadza fajny akcent kolorystyczny. Jedyną rzeczą, która nam się średnio podobała, to duża ilość kwiatów doniczkowych, które nam po prostu nie pasowały do wnętrza (trochę taka mini dżungla na wejściu).

13230744_10201475765773873_2004316926_o

Koło kasy znajdują się słodkości oraz inne produkty, które można zjeść na miejscu lub zabrać ze sobą do domu. Menu nie jest za długie i składa się ze stałych pozycji, a dodatkowo codziennie można kupić danie dnia, które się w nim nie znajduje (akurat tego dnia była to wegetariańska chińszczyzna oraz zupa indyjska). Kelnerka, która nas obsłużyła była bardzo miła i całe zamówienie przeszło sprawnie. Niestety nie było dania, na którym zależało Pati. Zostało ono już wyprzedane (była to właśnie chińszczyzna), ale udało jej się znaleźć coś innego. Trochę głodne, cierpliwie czekałyśmy na obiadek i szybko się go doczekałyśmy.

[Marta] Ja byłam tą osobą, która miała szczęście podczas wyboru dania. Możliwe, iż dlatego, że postawiłam na pewniaka, czyli na placek po węgiersku z gulaszem warzywnym. Zawsze lubiłam oryginał, więc byłam pewna, że i ta wersja mi zasmakuje. Dodatkowo do picia zamówiłam chai z kardamonem, czyli herbatę z mlekiem i przyprawami.

Placek po węgiersku w wersji wegetariańskiej

Chai oraz smoothie algowe

Głównym bohaterem moje dania był placek ziemniaczany, chrupiący, dość gruby i dobrze wypieczony….Magda Gessler byłaby zadowolona ;). W skład gulaszu wchodziły takie warzywa jak: seler, marchewka, papryka i pomidory. Był on dobrze przyprawiony i warzywa były dość twarde, a nie przegotowane (wielki plus za to). Zdziwiło mnie jednak, że był on zimny. Wolałabym, żeby podgrzano go przynajmniej trochę zanim położyli go na placku. Herbata była ok, ale bez szału. Zdarzało mi się pić lepsze. Bardzo mocno czuć było kardamon, więc jeśli go ktoś nie lubi, to raczej polecam wziąć coś innego do picia.

Podsumowując: wyszłam z restauracji najedzona i zadowolona, choć nie oczarowana tym co zjadłam. W Szczecinie jest parę miejsc, w których jedzenie bardziej mi smakowało, dlatego nie jestem pewna, czy wrócę tam w najbliższym czasie.

[Patrycja] Tego dnia nie miałam szczęścia do jedzenia. Chińszczyzny, którą chciałam, została wyprzedana, co mnie zasmuciło. Wybrałam, więc zupę dnia i sznycel w sosie na pocieszenie. Zupa pomidorowo-indyjska była moim pierwszym rozczarowaniem. Spodziewałam się bardziej pomidorowej z curry  lub na ostro, a dostałam zupę z soczewicy. Na szczęście tylko moje wyobrażenie się zawiodło, bo w smaku była dobra. Duże kawałki warzyw pływały w środku, a ja lubię chrupać podczas jedzenia zupy;)

Zupa pomidorowo-indyjska

Do picia zamówiłam algowe smoothie, które było fenomenalne. Glutowate wodorosty, z kawałkami ostrego imbiry i kwaskowatością kiwi. Pycha!

W końcu doczekałam się głównego dania. Od razu zrzedła mi mina. Chociaż sam sznycel nie brzmi wyrafinowanie, to jednak spodziewałam się czegoś więcej niż pulpy z kaszą. Wygląd – minus 10 do smaku. Jeszcze na dodatek zamiast kaszy bulgur dostałam pęczak. O tyle dobrze, że nie było takie złe. Niestety znów brakowało mi ostrości i bardziej zdecydowanego smaku sosu curry. Sznycel, który miał być z seitan( możliwe, że z tego był) jednak jak dla mnie to zwykły kotlet sojowy- taki co robię sobie co jakiś czas w domu. Z dania głównego najlepszy był zestaw surówek zaserwowany dodatkowo.

Sznycel z seitanem w sosie curry

Jeżeli chodzi o moją osobę to rzadko wybieram się do restauracji. Jak już się zdecyduję to lubię dania, które nie wyglądają domowo lub jak z barów mlecznych. Tym razem nie wyszło. Z zazdrością patrzyłam na placek Marty. Po obiedzie wyszłam rozczarowana i zła. Czy to wina mojego złego wyboru czy restauracji? Nie będę tego oceniać. Po prostu moje dania mi nie przypasowały.

Ceny:

Placek po węgiersku – 16 zł

Herbata chai – 7 zł

Zupa pomidorowo-indyjska – 6 zł

Sznycel z seitanem – 19 zł

Smoothie algowe – 5 zł

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s