Dzień 5 i 6

Dzień 5

Całonocna jazda autobusem potrafi dać w kość.  Do Walencji dotarłyśmy o godzinie 3 w nocy. Przeczekałyśmy do sensownej godziny na dworcu i o godzinie 9 ruszyłyśmy na miasto. Alleluja! Mają tutaj przechowalnie bagażu! Duża szafka pomieściła nasze plecaki, przez to wyszło nam po 2 € na łebka. W końcu bez tych wszystkich kilogramów na plecach mogłyśmy pochodzić i pozwiedzać miasto!

img_20160818_102356

img_20160818_102404

Walencja zauroczyła mnie od samego początku. I nie chodzi mi tu tylko o architekturę. Atmosfera miasta oraz uliczki, w których warto się zgubić. Co krok odkrywałam nowe murale zdobiące budynki, dodające im oryginalności.

img_20160818_132433

Niestety nie mogło być tak pięknie. Przez ten zachwyt, napstrykałam bardzo dużo zdjęć i telefon zaczął mi padać. No to trzeba znaleźć miejsce, gdzie za kawę przyssę się do kontaktu. Taki wałek! Spróbuj odszukać kawiarnię z gniazdkiem. Chyba we snach! Z godzinę szukałyśmy przystępnego miejsca. Minęłyśmy może z 3 kawiarnie, gdzie można było podłączyć telefon. Serio? Serio, Hiszpanio ?

Typowe hiszpańskie śniadanie – croissant, kawa i sok pomarańczowy

img_20160818_103749

Przez przypadek udało nam się natrafić na targ. Wielkie, wiszące, krowie nogi -to jest dopiero widok. Zapach kiełbas, serów i owoców mieszały się nawzajem, rozbudzając nasz apetyt.

img_20160818_125602

A tak wyglądał sufit budynku… Wow!

img_20160818_125632

Około godziny 15 dotarłyśmy do backpakerskiego hotelu. W końcu odpoczynek! W końcu kąpiel! W końcu drzemka! Mimo luksusów, nie chciałyśmy tracić czasu na leniuchowanie. Wieczorem znów ruszyłyśmy na spacer, by sprawdzić jak wygląda prawdziwa twarz miasta. Bo jak wiadomo Hiszpanie wychodzą na obiad dopiero po 20. Trudno im się nie dziwić, gdy w ciągu dnia są tłumy turystów. Też by mi się nie chciało wtedy chodzić po mieście; )

img_20160818_110939

img_20160818_111719

Dzień 6

Plany był tak piękny i doskonały, wystarczyło o odpowiedniej porze wstać z łóżka a potem ruszyć na wylotówkę. Jak zawsze kończy się na dobrych chęciach, więc zanim ogarnęłyśmy się, znalazłyśmy odpowiednie miejsce do łapania stopa i tam dojechałyśmy, zrobiła się 14 godzina. No nic, przynajmniej był duży ruch.

Wielokrotnie czytałam, że w Hiszpanii jest trudno złapać stopa. Ludzie czekają bardzo długo na okazję, ale zawsze jakoś im się udaje. Myśmy czekały 5 h i zatrzymały się 3 auta… Może wylotówka była zła, może autostopowiczki nie zachęcały do brania lub po prostu pech, jednak nie mam takiej cierpliwości do stania. Gdy nastał wieczór poddałyśmy się, po czym wybrałyśmy pewny środek transportu – autobus. Co prawda kosztował miliony, ale co zrobić?

Autokar porządny, elegancki, nawet z miejscem do podładowania telefonu. Full wypas mówię Wam. Do tego towarzystwo nie było takie męczące. Tak, tak, w poprzednim trafili nam się wyjątkowo głośni współtowarzysze. Dosłownie darli się obok nas. A jak oni wyszli, pojawił się ktoś wyjątkowo śmierdzący. Na szczęście kierowca przygotowany na taka ewentualność, co przystanek raczył nas odświeżaczem do łazienki o zapachu cytryny. Ta mieszanka aromatów sprawiała, że miałam wrażenie podróży w WC na czterech kółkach.

O godzinie 11 dotarłyśmy do Malagi…

Jeszcze tylko parę zdjęć z Walencji na pożegnanie…

img_20160818_095952

img_20160818_111805

img_20160818_122735

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s